W polskich szpitalach dr House nie miałby szans

Lekarze

W kontekście wchodzącego niedługo na ekrany TVN-u serialu pt. “Lekarze” postanowiliśmy porozmawiać o tym jak seriale medyczne wpływają na postrzeganie  polskiej służby zdrowia. Rozmawiamy z Tomirą Chmielewską-Ignatowicz – doktorantką Kulturoznawstwa Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich SWPS i PAN. Zawodowo od lat związana z  HR i marketingiem usług medycznych. Manager w  niepublicznej placówce zdrowia. Autorka wielu publikacji z zakresu zarządzania, motywacji pracowników, rekrutacji, najnowszych trendów w zakresie HR i ZZL w małych i średnich przedsiębiorstwach. Wykładowczyni na wydziale Polonistyki UKSW. Naukowo związana z tematyką komunikacji pomiędzy lekarzami a pacjentami – zwłaszcza onkologicznymi.

Zajmuje się Pani tematyką komunikowania ciężkich przypadków choroby pacjentom (np.rak) – jak to wygląda w Polsce?

Tak, otrzymanie od lekarza informacji o rozpoznaniu choroby nowotworowej (zwłaszcza nowotworu złośliwego)  dla większości pacjentów  staje się najtrudniejszym momentem w życiu. Od pewnego czasu coraz więcej podejmuje się działań – zwłaszcza medialnych -  pod kątem tego, by zmienić nasze wyobrażenie o tej chorobie, traktować ją jako jedną z przewlekłych chorób naszych czasów. Wciąż niestety  w świadomości społecznej  diagnoza choroby nowotworowej jest tożsama z „wyrokiem śmierci”. Pierwszy moment, kiedy pada informacja o nowotworze jest niezwykle stresogenna zwłaszcza  dla pacjenta, który nie wie w jaki sposób przekazać diagnozę bliskim, obawia się rychłej śmierci, utraty samodzielności związanej z ograniczeniami, jakie niesie choroba. W tym kontekście moment kto, gdzie i w jaki sposób przekazuje pacjentowi informację o chorobie – nabiera szczególnego znaczenia.Tego typu sytuacja komunikacyjna jest momentem stresogennym również dla lekarzy. Związane jest to zarówno z tematyką (choroby, w którą wpisana jest terminalność i społeczne przeświadczenie o jej nieuleczalności), jak i z niedostatkami gruntowego przygotowania lekarzy do przeprowadzenia tego typu rozmów.  Niestety – jak donoszą media i co również potwierdzają moje badania na grupie pacjentów onkologicznych oraz wśród lekarzy stykających się na co dzień z koniecznością przekazywania pacjentom niepomyślnych diagnoz – sytuacja w Polsce pod względem umiejętności komunikacyjnych lekarzy w przekazywaniu tego typu wiadomości pacjentom jest niezadowalająca… ale myślę, że stopniowo zaczynie się zmieniać poprzez m.in. wprowadzenie większej liczby obligatoryjnych zajęć z komunikacji z pacjentem na polskich uczelniach medycznych.

Chodzi bardziej o brak edukacji, czy zdolności komunikacyjnych i interpersonalnych lekarza?

Wszystko się ze sobą łączy. Oczywiste jest to, że wielu ludzi posiada naturalne predyspozycje do nawiązywania kontaktu z innymi, empatii, umiejetności słuchania…ale wielu taktyk skutecznej komunikacji można się po prostu nauczyć – i tu aspekt edukacyjny, czyli zdobycia wiedzy, jak to zrobić i w jaki sposób najlepiej wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce – jest niezwykle ważny. Pomimo przekonań lekarzy co do tego, że nastawienie pacjentów do choroby jest niezwykle ważne na drodze pokonywania trudności z chorobą związanymi – to w opinii polskich lekarzy nadal dominuje przekonanie, że lekarz jest od tego, by znaleźć problem, zdefiniować go i dobrać jak najlepszą terapię. Pocieszanie czy motywowanie do działania w opinii lekarzy zcedowane powinny być po stronie rodziny i bliskich, ewentualnie psychologów czy terapeutów. Ważne jest – wg mnie to – by lekarze nie obawiali się szkoleń, warsztatów dotyczących poprawy jakosci ich komunikacji z pacjentami i nie podchodzili do tego, jak do ciosu zadanego ich umiejetnościom czy kwalifikacjom. Po pierwsze we współczesnym świecie mechanistycze, czy też kartezjańskie podejście do ciała pacjenta (jak do maszyny z “zepsutą” częścią, którą po prostu trzeba naprawić) bez uwzgledniania szerszego kontekstu życia, nastawienia, potrzeb pacjenta nie będzie sie sprawdzało w świecie coraz bardziej prywatnych usług medycznych i w świetle oczekiwań coraz bardziej edukowanych pod kątem medycznym pacjentów.Warto nadmienić, że dzięki znajomości i poprzez wprowadzanie do codziennej praktyki różnych strategii dobrej komunikacji z pacjentem może w olbrzymim stopniu wpływać na zapobieganie przedwczesnym syndromom wypalenia zawodowego wśród lekarzy, w pracę których wpisana jest koniecznosć przekazywania niepomyślnych diagnoz.

Na dobre i na złe

Co mówi na ten temat Kodeks Etyki Lekarskiej?

Kodeks Etyki Lekarskiej nakazuje, by w konieczności przekazania pacjentowi niepomyślnej diagnozy, lekarz poinformował chorego o niej z  ostrożnością. Wiadomość   o rozpoznaniu i złym rokowaniu może nie zostać choremu przekazana tylko w przypadku, jeśli lekarz jest głęboko przekonany, iż jej ujawnienie spowoduje bardzo poważne cierpienie chorego lub inne niekorzystne dla zdrowia następstwa. Trzeba jednak zauważyć, że oprócz niniejszej instrukcji nakazującej lekarzom informowanie pacjenta z taktem i ostrożnością, Kodeks Etyki Lekarskiej zawiera wiele dodatkowych niejednoznacznych stwierdzeń typu: „przystępna” czy „wyjątkowa” sytuacja, które stawiają lekarza wobec dużej dowolności interpretacji tego typu stwierdzeń, a dodatkowo tworzą szerokie możliwości dla pojawiających się wątpliwości związanych ze sposobami przekazywania pacjentom niepomyślnych dla nich diagnoz. Jeśli dodać do tego wszystkiego fakt, że w chwili obecnej studenci medycyny mają naprawdę niewiele godzin zajęć obligatoryjnych z zakresu psychologii, czy z komunikacji z pacjentem – to trzeba przyznać, że wiedza na temat sposobów informowania pacjentów o niepomyślnych diagnozach staje się również problematyczna dla samych lekarzy – zwłaszcza początkujących.

Słyszałam, że na polskich oddziałach onkologicznych nie ma psychologów, którzy mogliby pomóc przetrwać chorym w ciężkich chwilach albo ten dostęp jest ale bardzo utrudniony na tzw. „specjalne życzenie”. Czy nie powinna to być regularna praktyka na oddziałach?

Niestety w polskich szpitalach rzeczywiście zauważyć można deficyt psychologów, a zwłaszcza psychoonkologów. O ile w dużych ośrodkach szpitalnych, w dużych polskich miastach, takich jak: Warszawa, Poznań, Kraków czy Wrocław problem z dostępnością do psychologów jest mniejszy, o tyle w mniejszych miastach jest to duży problem. Myślę również, że wielu pacjentów w trudnej sytuacji psychicznej związanej z chorobą niejedokrotnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogłoby zasiegnąć pomocy psychologicznej i że jest to normalna potrzeba rozmowy z osobą, która niekiedy bardziej niż najbliżsi i przyjaciele jest w stanie wzbudzić motywację do walki z chorobą. Z opinii lekarzy, z którymi przeprowadzałam rozmowy pod kątem swoich badań do doktoratu wynika, że w rozmowach z pacjentami, którym przekazują informację o chorobie lekarze sugerują, by pacjenci skorzystali z porady psychologa, ale z kolei ankietowani przeze mnie pacjenci twierdzą, że nigdy od lekarzy nie usłyszeli porady/wskazania, by zasięgnęli rady psychologa. Oczywiście ta rozbieżnosć może wynikać z wielu czynników, m.in. z tego, że w chwili usłyszenia diagnozy o chorobie nowotworowej pacjent jest tak silnie emocjonalnie zaabsorbowany i zamknięty, że tego typu sugestii lekarza może w tej pierwszej chwili nie usłyszeć…niemniej jednak rozmowy z pacjentami od wielu lat zmagającymi się z chorobą nowotworową wskazują na to, że lekarze nie polecają konsultacji psychologicznej. Nasuwa się więc wniosek, że pacjenci – w sytuacji pojawiających się problemów natury psychologicznej, związanych z chorobą  nowotowrową – zobligowani są do samodzielnego poszukiwania wsparcia u przyjaciół, najbliższych czy psychologów…a jest to niejednokrotnie bardzo trudne i złożone, szczególnie dla pacjentów mieszkajacych w małych miejscowościach, gdy dostęp do fachowej pomocy psychologicznej jest naprawdę bardzo utrudniony.

Lekarze

Dlaczego tego nie robią- nie widzą potrzeby? A jak to jest w polskich serialach medycznych, czy taka pomoc psychologa jest włączana do regularnego leczenia onkologicznego?

Znów wracamy do tego, że za mało mamy w polskich szpitalach psychologów – zwłaszcza psychoonkologów. Ten niedostatek personalny na pewno wpływa na to, że lekarze sami do końca nie mają pewności, czy w szpitalu pracuje na stałe psycholog, często nigdy z nim nie mieli do czynienia zawodowo, więc tym bardziej trudno im polecać kogoś, kogo nie znają i do pracy kogo nie mogą sami się odnieść.  Jeśli już zatem sugerują,  by pacjent  porozmawiał z psychologiem, to jest to rodzaj podpowiedzi, wskazania, ale znalezienie specjalisty pozostawiają w gestii pacjenta i jego rodziny. W serialach stosunkowo rzadko również pojawia się psycholog, jeśli filmowy lekarz zauważa np. oznaki depresji u pacjenta, bardzo gwałtowne reakcje emocjonalne bedące reakcją na usłyszaną wiadomość – raczej radzą porozmawiać z psychiatrą. Dlaczego? Być może mają wiecej zaufania do psychiatry, który jest przecież lekarzem, a poza tym – ze wzgledu na to, że zapewne  znają psychiatrę jako kolegę z pracy, znają jego skuteczność, są pewni, że jest dostępny w danym szpitalu – łatwiej jest im polecać pacjentom jego pomoc. W realnych warunkach szpitalnych jest z tym podobnie.

Czy wygląda na to, że to się zmieni? Może warto zainwestować w tzw. „lokowanie idei” i pokazać taką potrzebę w najnowszym serialu medycznym „Lekarze”, który niedługo będzie miał swoją premierę na TVN?

W mojej opinii na pewno będzie się to zmieniało, ale jak każda zmiana tak i ta jest procesem, wymaga więcej czasu. Wydaje mi się, że znajdujemy się w chwili obecnej w czasie wielu zmian w postrzeganiu służby zdrowia, w dokonywaniu zmian w relacjach i oczekiwaniach względem obsługi lekarskiej. Wystarczy wspomnieć, że program realizowany przez Gazetę Wyborczą “Leczyć po ludzku” na wzór bardzo udanego programu realizowanego z sukcesem od kilkunastu lat “Rodzić po ludzku” stopniowo, ale wnosi wiele dobrego do zmian w postrzeganiu swoich praw przez pacjentów, do domagania się poszanowania ich potrzeb. Co się zaś tyczy seriali… jeszcze raz chciałabym podkreślić, że ich siła oddziaływania jest ogromna. Proszę zauważyć, w jak wielu  polskich serialach emitowanych w TVP (niekoniecznie medycznych), podejmowany jest  wątek medyczny, np. “Klan”, “Barwy szczęścia”, “M jak miłość”.W coraz większej liczbie produkcji podejmuje się temat relacji lekarz – pacjent, skutków niezadowalającej komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem, temat chorób onkologicznych i potrzeb osób zmagających się z nowotworami. Są to niezwykle ważne tematy, ponieważ dotyczą tematyki wartości zdrowia, szacunku do drugiego człowieka, dlatego odkodowywane są zawsze z dużym ładunkiem emocjonalnym przez widzów.

Szpital Alicji

Jak wynika z badań, czy przekazywanie trudnej informacji o chorobie po wielu latach pracy jest nadal ciężkie -może lekarz tworzy mechanizmy obronne i dystansuje się- czy też ulega rutynizacji i informacje są przekazywane „na sucho”, bez dopytywania pacjentów o zrozumiałość?

Na pewno przekazywanie niepomyślnych diagnoz pacjentom wpływa na przedwczesny syndrom wypalenia zawodowego. To, co najbardziej zaskoczyło mnie w opinii badanych przeze mnie pacjentów to fakt, że pacjenci rozumieją specyfikę pracy lekarza, i nie oczekują od lekarza pocieszania, pomocy psychologicznej, nawet współczują lekarzowi, ze w jego zawód jest wpisany tego typu obowięzek. Pacjenci oczekują tego, by lekarz był kimś w rodzaju edukatora, który utwierdzi ich w przekonaniu, że jest właśnie od tego, by zająć się problemem zdrowotnym pacjenta, że poinformuje go dokładnie , co dalej powinno być wykonane: jakie badania, ile bedą trwały, gdzie mogą być wykonane, jakie mozliwe są scenariusze dalszych działań. Chodzi o to, by pacjent poczuł się w takiej sytuacji w miarę bezpiecznie. Tego rodzaju wzbudzenie zaufania, że oto pacjent znajduje się od tej chwili w rękach fachowca – jest niezwykle ważne. Ważne jest również to, by tego typu informacja o chorobie przekazywana była stopniowo – zgodnie z możliwościami percepcyjnymi i emocjonalnymi pacjenta. W psychoonkologii nazywa się to „strzałem ostrzegawczym” i polega na tym, że lekarz przekazując niepomyślną diagnozę stopniowo dawkuje podawanie informacji o chorobie, by pacjent miał czas ochłonąć, a lekarz miał czas sprawdzić, czy podczas tej jednej wizyty pacjent jest w stanie przyjać więcej informacji. Tymczasem to, co stanowi ogromny problem w komunikacji pomiedzy lekarzem a pacjentem w chwili przekazywania niepomyślnej diagnozy to fakt, że z powodu niedostatku czasu lekarz często od razu w ciągu kilku minut przekazuje zbyt dużo informacji na temat choroby i to bardzo bezpośrednio. Tymczasem pacjentom zależy by ten jeden z najważniejszych i najtrudniejszych komunikatów w życiu pacjenta nie był przez lekarzy przekazywany jak każdy inny, zwykły komunikat. Pytała Pani o zrozumiałość… rzeczywiście z tym również jest duży problem w opinii pacjentów, ponieważ wielu lekarzy  nie upewnia się, czy wszystkie przez nich przekazane informacje są dla pacjenta zrozumiałe. W opinii respondowanych przeze mnie lekarzy jest to wynikiem braku czasu dla pacjenta, wynikającym z takiej a nie innej organizacji służby zdrowia w Polsce.

Które polskie seriale Pani bada i jakie są obserwacje, ciekawe wyniki badań?

Rzeczywiście w kontekście podejmowanej tematyki komunikacji lekarza z pacjentem bardzo interesują mnie cieszące się dużą oglądalnościa seriale TV o tematyce medycznej. Z rozmów z lekarzami wynika, że pomimo tego, że oficjalnie niekoniecznie przyznają się do tego, że oglądają seriale medyczne, o tyle wśród emitowanych w TVP i stacjach komercyjnych programów jest i było kilka seriali, które cieszą się oglądalnością wśród lekarzy. Są to głównie amerykańskie produkcje: „Ostry dyżur”, „dr House” i „Chirurdzy”. Na pewno najwięcej słów krytyki wśród lekarzy zbierają polskie produkcje, gdyż w ich opinii kompletnie odstają od realiów w polskich szpitalach, a najbardziej oddziałują na widzów.

To ciekawe, myślałam że raczej to amerykańskie seriale mocno odstają od polskiej rzeczywistości. Nie widzę na przykład w polskiej służbie zdrowia szansy na zaistnienie drugiego doktora House.

Oczywiście serialom amerykańskim chwilami daleko do polskiej rzeczywistości, ale wydaje mi się, że w opinii lekarzy polscy pacjenci-widzowie o wiele łatwiej godzą się z tym, że to fikcja wciąż znacznie odstająca od polskiej rzeczywistości szpitalnej. Jeśli zaś idzie o polskie produkcje, to  łatwiej polskim pacjentom identyfikować się z sytuacją serialowych pacjentów niż np. amerykańskich. W obu oczywiscie przypadkach pacjenci dokonale odkodowują fikcję wpisaną w wykreowany świat, ale budowa świata przedstawionego w serialu musi przecież w jakimś stopniu dotyczyć świata realnego, stąd obawy lekarzy, że jeśli ów serialowy świat szpitala będzie zbyt idyllistyczny, to pojawi się niebezpieczeństwo większych oczekiwań w stosunku do  pracowników polskiej służby zdrowia. Główny wniosek z moich badań to, że o ile lekarze obawiają się tego, że pacjenci oglądający seriale medyczne będa bardziej wymagający, roszczeniowi (ponieważ będą budowali sobie obraz idealnego lekarza i szpitalnej obsługi na podstawie fikcjii filmowej), o tyle okazuje się, że seriale telewizyjne budują wśród pacjentów- widzów bardzo dobry PR dla środowiska lekarskiego, ponieważ dzięki serialom pacjenci „podglądają” życie szpitali i lekarzy, przyglądają się specyfice ich pracy i nabierają więcej wyrozumiałości w stosunku do zachowań, pracy lekarzy w realnym świecie.

Doktor House

To są Pani wnioski na temat wpływu zarówno polskich jak i amerykańskich seriali?

Tak

Czy są jakieś badania na temat tego jakie seriale oglądają lekarze i jaki mają stosunek do tego co widzą w serialach medycznych?

Przyznam szczerze, że nie spotkałam się z wynikami badań stricte naukowych nad percepcją serialai medycznych wśród lekarzy. Istnieje natomiast wiele badań dotyczących wpływu mediów na widzów, na kształtowanie i modyfikację różnych wzorców kulturowych, komunikacyjnych poprzez przekazy medialne. Odeszło się już od przekonania, że przekazy telewizyjne  posiadają ogromną społecznie destrukcyjną siłę, skłaniającą widzów do natychmiastowego działania pod wpływem bodźca wypływającego z medialnego przekazu (choć próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego lekarze obawiają się pacjentów oglądających seriale medyczne, można pokusić się o stwierdzenie, że być może wierzą jeszcze właśnie w taką natychmiastową bodźcową siłę seriali na widzów-pacjentów). Biorąc pod uwagę seriale jako gatunek rozrywkowy, oglądany przez widzów z dużą częstotliwością, analizując ich wpływ na osoby związane ze środowiskiem szpitalnym warto wziąć pod uwagę to, że każdy z nas na co dzień analizuje i interpretuje otaczające nas znaki, symbole, a także sposoby posługiwania się nimi. Ta interpretacja zawsze dokonuje się w konkretnych kontekstach czasowych, sytuacyjnych, kulturowych, osobistych. W związku z tym wszelkie znaczenia docierających do nas symbolów – w tym medialnym – są  kształtowane przez konkretne okoliczności społeczne. Teoria semiotyki społecznej  – odnosząca się również do wpływu mediów na widzów – zwraca uwagę na to, że widzowie stanowią  aktywną publiczność, która nadaje znaczenie konkretnym przekazom medialnym w odniesieniu do zewnętrznych warunków społecznych. Nie jest więc tak, że media (w tym seriale medyczne działające na emocje widzów) działają natychmiastowo na widzów, budząc w nich śmiałą reakcję i potrzebę działania. Odkodowywanie przekazów medialnych odbywa się aktywnie, ale też uzależnione jest od bardzo wielu czynników subiektywnych widza, doświadczeń, kontekstu. Jest również rozłożone w czasie. Inaczej odkodowywać i interpretpować scenę przedstawiajacą nieumiejętne przekazanie pacjentowi informacji o nowotworze przez filmowego lekarza będzie pacjent, który jest po podobnych doświadczeniach, a inaczej, któremu tego typu doświadczenia (lub w ogóle brak doswiadczeń dotyczącej niezadowalającej go komunikacji z lekarzem) są obce. Podobne różnice w interpretacji serialowych tego typu obrazów będą pojawiały się w stosunku do widzów lekarzy, posiadajacych wiele różnych doswiadczeń z pacjentami. Trzeba podkreślić, że seriale medyczne są przekazem oglądanym cyklicznie przez widzów, z dużą częstotliwością. Rzadko sie zdarza też, by osoby lubiące ten gatunek oglądały tylko jedną produkcję z zakresu seriali medycznych. Jeśli zatem w serialach zagadnienie trudnej, niezadowlającej pacjenta komunikacji z lekarzem będzie poruszane często, jeśli nadal niestety będzie się to pokrywało z powszechnym doświadczeniem komunikacyjnym pacjentów, to nietrudno się domyśleć, że widzowie bedą na ten temat myśleć, będą te obrazy interpretować, analizować Jeśli zaś pojawia się refleksja, a za nią rozmowa na ten temat to jest to dobry moment, by zwracać uwagę na to – poprzez rónież ten rozrywkowy gatunek- jak stopniowo zmieniać tę trudną sytuację, wskazywać sposoby zmian, podkreślać dlaczego powinno się coś w tej kwestii zmieniać. Należy jednak pamietać, że jest to po pierwsze proces, który musi trwać, a po drugie – seriale to jeden z przyczynków do refleksji  i rozmów nad tym, dlaczego dobra komunikacja lekarza z pacjentem jest tak ważna i potrzebna dla obu stron. Warto podkreślić, że coraz częściej w środowiskach naukowych mówi się również o tym, że oglądanie filmów fabularnych, rozrywkowych, sztuk teatralnych przedstawiających problemy związane z chorobą i relacjami lekarz – pacjent stanowi ważny głos w dyskursie na temat refleksji nad całościowym, holistycznym podejściem lekarza do problemów pacjenta. Przekonały się o tym już kadry naukowe uniwersytetów medycznych m.in. w Buenos Aires, w Ohio, Arkansas, wprowadzając do oferty edukacyjnej obligatoryjne i fakultatywne zajęcia z komunikacji z pacjentem. Podczas zajęć tego typu na uczelniach medycznych wykorzystuje się analizę i interpretację materiałów filmowych obrazujących różne przykłady relacji pomiędzy lekarzem i pacjentem. Chociaż wątpliwym  mógłby się wydawać aspekt edukacyjny seriali, filmów rozrywkowych to jednakże analiza róznych elementów dramaturgii  filmowej w programach nauczania szkół medycznych umożliwiają bezsprzecznie wgląd  w społeczną rolę lekarza i pacjenta  oraz stwarzają sposobność do autorefleksji nad specyfiką pracy lekarza i nad oczekiwaniami pacjentów w stosunku do lekarzy.

Ostry dyżur

Czy ten wpływ zależy od serialu? „Ostry Dyżur” jest dla mnie ciężki w odbiorze, z kolei „Dr House” ze względu na wyrazistość głównego bohatera pomógł mi się oswoić z tematyką lekarską- być może też przez to że głównie poruszał choroby które są bardzo rzadkie i trudne do odkrycia przez co widz czuje mniejszy lęk w obawie o swoje zdrowie…

„Ostry dyżur” był jednym z pierwszych amerykańskich seriali o tematyce medycznej  obrazującym m.in. złożoność pracy i kontaktów lekarzy z pacjentami. Wielu studentów medycyny i lekarzy lubi ten serial. Trzeba mieć jednak na uwadze to, że akcja rozgrywa się w izbie przyjęć, gdy bardzo często czas reakcji lekarza na problem medyczny pacjenta gra najważniejszą rolę, a aspekt komunikacyjny – drugorzędną. Właśnie z tego serialu wybrałam fragment do analizy przez pacjentów i lekarzy, obrazujący jeden ze sposobów przekazywania pacjentowi informacji o chorobie nowotworowej. Jeśli zaś chodzi o „dr Housa” to rzeczywiście diagnozowanie przez głównego bohatera serialu niecodziennych, trudnych i skomplikowanych przypadków jest największym magnesem przyciągającym przed ekrany telewizorów. O tym z jak wielką siłą oddziaływał na widzów, może świadczyć to, że respondowani przeze mnie lekarze podkreślali, że o ile czasami chcieliby mieć do czynienia z tak ciekawymi medycznymi przypadkami, co Gregory House (wymykającymi się z codziennej rutyny medycznych, analizowanych przez nich przypadków), to o tyle taka osobowość jak tytułowa postać dr Housa nie miałaby szans na prace w polskich realiach szpitalnych. Tymczasem pacjenci, którym dane było zetknąć się z lekarzem – w ich opinii szorstkim, bezpośrednim, niemiłym – porównywali wócwzas tego lekarza do serialowej postaci dr House’a, czasami nawet informując lekarza o tym wprost. Trudno jest zatem nie zauważać tego, że chociaż seriale medyczne stanowią przede wszystkim rozrywkę, to mają jednakże wpływ na widzów w odniesieniu do wzajemnych   oczekiwań na linii: lekarz-pacjent – co jest niezwykle interesujące z kulturowego i medioznawczego punktu widzenia.

Rozmawiała Martyna Harland.

 

 

 



Podziel się!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook


Odpowiedz

*

*

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pola są oznaczone *